gorean.pl

"Prywatna biblioteka skryby Jaeger'a Vatn"

Jak wino...



JAK WINO...



Relacje oparte na trzonie Gorean Lifestyle, są jak.... wino. Naprawdę! Bardzo trafna analogia, wierzcie mi. Mamy całe bogatcwo win w sensie ich pochodzenia, sposobu fermentacji, użytego surowca, wody, zastosowanych drożdży, sposobu klarowania, filtrowania, beczkowania, konserwacji, wreszcie butelkowania... I te wszystkie czynniki skradają się na jakość wina... Jego smak, aromat, bukiet, moc, słodycz,  (tak, tak - skutki nadużycia w postaci bólu głowy po spożyciu nadmiernej ilości, to też cecha zmienna i też należy do charakterystyki danego wina) etc etc... Tworzy to ogromna różnorodność i bogactwo...

Podobnie jest z goreańską relacją... Jej jakość, głębokość, koloryt, bogactwo, różnorodność, trwałość... zależą od wielu czynników jak cechy osobowe Wolnego i niewolnej, ich przeszłości, doświadczeń, wiedzy, taktu, determinacji, dobrej woli, zaangażowania, rozsądku... Ale także sposobu jej budowania i sposobu w jaki się rozwija...

Są w goreańskim świecie elementy brutalne, można by powiedzieć nawet okrutne..., prawda?
Pojawia się w Kronikach element "złamania niewolnicy", prawda?
Zamykanie w klatce o chlebie i wodzie nie brzmi miło, prawda?
Niektóre goreńskie i opisane w Kronikach kary (na przykład podcięcie scięgien) przyprawiają o dreszcz przerażenia, prawda?
Rażenie niewolnic prądem w celu wymuszenia posłuszeństwa (opisane w Kronikach) też nie brzmi zbyt sielankowo, prawda?

Prawda. To wszytko prawda. Tyle... Tyle, że musi być brane w kontekście i w pełnym zrozumieniu realiów życia na Gor i sytuacji w jakich były stosowane. Goreanie są racjonalni. Czasem racjonalni do bólu. Nie uznawali niepotrzebnych wysiłków ani wydatków. Są oszczędni (dość racjonalne zresztą podejście do wszystkiego co wymaga wytworzenia czyli nakładu energii, którą trzeba wcześniej przecież pozyskać). Zawsze starają się dobierać adekwatne metody i środki, do zadania jakie mają do wykonania.

Dlatego też, nieuzasadnione okrucieństwo, znęcanie się, przemoc (jakże "energochłonne" przecież) - po prostu nie znajdują zrozumienia wśród Gorean. Są irracjonalne. I co najmniej "podejrzane". Goreańskie zasady są surowe. To prawda. Bardzo surowe... ...dla tych, którzy łamią prawo lub nie przestrzegają zasad. I tylko dla nich.

Innych środków musiano użyć by zmusić do posłuszeństwa pojmaną i zniewoloną za karę, do pracy na farmie bosków - złodziejkę, a innych używa Wolny do przekonania do siebie i do posłuszeństwa sobie (dalej bezwzględnego i bezwarunkowego) niewolnicę, która wpadłą mu w oko i którą chce uczynić swoją nałożnicą, powiernicą etc. etc...

Natomiast ktoś, kto próbuje całą "goreańską" relację oprzeć o przemoc, ból, okrucieństwo, upokorzenie... przypomina mi kogoś, kto dając nam skosztować drożdży twierdzi - że teraz już znamy smak wina.

Ponieważ tekst ten zbiega się z Ziemskim Początkiem Roku - chciałem wszystkim Wam życzyć wielu "udanych degustacji"...

In vino Veritas...

Na obrzeżach Gor...

 

Na obrzeżach Gor...

 

Przekleństwo wszystkich barmanek Ziemi? Faceci którzy topią swe frustracje w alkoholu powtarzając "Ona mnie po prostu nie rozumie..."
Podejrzewam, że problem był zupełnie nie znany na Gor. Goreańscy Wolni wcale nie potrzebowali do stworzenia wkoło siebie przestrzeni w której by funkcjonowali i czuli się szczęśliwi, spełnieni - zrozumienia. Natomiast potrzebowali (i o tym jestem jak najgłębiej przekonany) akceptacji. Swych poddanych... Władz Kasty, władz Miasta, innych Wolnych. Wspomniana akceptacja - lub dezakceptacja (a w skrajnych wypadkach wręcz ostracyzm) była też właściwie jedyną metodą wpływania otoczenia na postępowanie Wolnego... Jako Wolny był ograniczony jedynie (bardzo rygorystycznym ale obejmującym dość wyrywkowe dziedziny życia) Prawem i... opinią innych Wolnych. Tyrani wiedli zazwyczaj rychło - żywot samotników. (W dość spartańskich warunkach życia na Gor oznaczało to jednak zwykle żywot krótki.)

Jesteśmy szczęśliwi i potrafimy dać szczęście tym, które nas akceptują i chcą iść z nami - nie rozumiejąc nas...
Akceptacje jest tym co nas przy Was trzyma. Dezakceptacja tym co oddala. Nie da się zbyt długo poprawnie funkcjonować w stałym poczuciu dezakceptacji. Stąd ucieczki. W hobby... w Fikcje.... w kłamstwa... w alkohol... w objęcia innej...

Przenosząc to na Gor możemy powiedzieć, że Wolny przez swoją samodzielność, bogactwo, zdolności, waleczność, talent do handlu mógł kreować i kreował rzeczywistość, w której był otoczony przez osoby które go akceptowały... Wiele niewolnic musiało przejść przykry początkowy okres "złamania" by swojego Pana zaakceptować w 100%. Niektórzy przez swe przyrodzone zdolności i/lub nabyte umiejętności nie musieli sie uciekać do tak drastycznych metod. Jedno jest pewne... Akceptacja to spoiwo kazdej relacji. Również tej Wolny/niewolna. Rozróżnijmy tutaj dość precyzyjnie... Akceptacje władzy.. a nie przyzwolenie władzy... Na czym polega różnica? Ano jeśli w ciemnej uliczce typ z pałą zażąda od nas portfela to my (będąc racjonalnymi), dając mu przyzwolenie władzy nad sobą, oddamy mu portfel... Ale trudno tu mówić o akceptacji takiej władzy. To przyzwolenie. Dobrowolność jest niezbędnym warunkiem akceptacji władzy. Akceptując władzę jesteśmy w stanie zaakceptować i z całym poświęceniem wykonywać, nawet te polecenia władzy, które są dla nas trudne. Czasem bardzo trudne. Cały proces wstępnego szkolenia i układania polegał właśnie, bez względu na techniki w nim zastosowane (i zawsze były one środkiem nie celem), na przekształceniu (np. u porwanej Ziemianki) przyzwolenia władzy - na akceptację władzy nad sobą. Z takiej akceptacji wynikało później całe oddanie, poświecenie... Ten przymus był czasami konieczny by przywykła do innych realiów kobieta mogła dostrzec pozytywy wynikające z całkowitego podporządkowania swemu Panu.

Jesteśmy szczęśliwi i potrafimy dać szczęście tym, które nas akceptują i chcą iść z nami - nie rozumiejąc nas...

Kochamy te, które rozumieją.

Nie bądź ćmą!

 

Nie bądź ćmą!

 

Czyli 6 powodów, dla których
NIE POWINNAŚ klęknąć przed swoim potencjalnym Panem
w Geście Poddania.

W warunkach ziemskich
twoja służba może rozpocząć się tylko i wyłącznie w drodze dobrowolnego Aktu Poddania (Act of Submission).
Przeczytaj uważnie poniższe:

      1.

 Czujesz, że nie akceptujesz swojego Pana i jego postępowania w całości.
Nie oznacza to, że nie widzisz jego wad. Pytanie czy jesteś w stanie je zaakceptować.

Jeśli nie jesteś – nie klękaj.

2.

Czujesz, że twój Pan może w przyszłości wydać ci polecenie, którego nie będziesz w stanie wypełnić.
(zauważ, że to głownie kwestia zaufania – NIKT nie jest wróżką,
ale dogłębna znajomość przyszłego Pana pozwoli ci określić, czego może on od ciebie oczekiwać).
Jeśli tego nie umiesz określić – nie klękaj!

     3.

Masz własne plany, aspiracje, ambicje, oczekiwania
inne, niż te które będą służyć twojemu potencjalnemu Panu lub inne niż te których jesteś pewna, że będą przez niego oczekiwane i aprobowane.
Jeśli masz takie – nie klękaj!

   4.

Potrafisz sobie wyobrazić sytuację,
w której ze względu na twoja odmienną ocenę jakiejś sytuacji nie będziesz chciała uznać,
zaakceptować i wykonać polecenia Pana, gdyż wyda ci się ono skrajnie niesprawiedliwe lub niesłuszne.
Jeśli potrafisz – nie klękaj!

   5.

Relacja „Pan – ty” jest dla ciebie tylko kwestią:
zabawy, konwencji, urozmaicenia twojego życia emocjonalnego bądź erotycznego.
Jeżeli tak jest – nie klękaj!

 

       6.       

Nie bądź bezkrytyczna.
Obserwuj swojego potencjalnego Pana.
Zwróć uwagę na ewentualne niekonsekwencje, stosunek do otoczenia, nawyki.
To w końcu bardzo ważna decyzja w Twoim życiu.
Jeśli coś cię niepokoi – nie klękaj!

 

 

Jeśli żaden z tych punktów cię nie dotyczy – jest szansa, że twoja służba będzie szczęśliwa.
Jeśli uklękniesz pomimo tych zasad – nie miej do nikogo pretensji.

 

 


Copyright © 2013. All Rights Reserved.