gorean.pl

"Prywatna biblioteka skryby Jaeger'a Vatn"

Nasze statystyki

Odsłon artykułów:
433422

Uległość - prawo do szczęścia

 

 

Uległość - prawo do szczęścia



Smaki życia



W wieku 28 lat stałam się kobietą... i co najdziwniejsze, zrozumiałam to stojąc przy olbrzymiej lodówce w supermarkecie, oferującej przeróżne jogurty, serki itp. Może to wydać się śmieszne, ale podejmowanie decyzji, chociażby odnośnie wyboru jogurtu, który chcemy kupić bywa kłopotliwe.
Ludzie kolejno podchodzą do lodówki i sięgają właściwie automatycznie po kolorowe kubeczki. Wiśnia, jagoda, i chyba najbardziej popularna truskawka. Czasami też podejdzie ktoś kto sięga po kubeczek z napisem Rafaello. „Uwielbiam te kokosowe kuleczki” pomyślałam. Pękają w ustach uwalniając słodki krem. No i niespodzianka w postaci chrupiącego migdału w środku – niby wiesz, że tam jest, ale zawsze masz tak samą przyjemność z chrupnięcia go ;) - „Ale jogurt?!”
A jednak, stojąc tam widziałam, że byli amatorzy tez takich wrażeń... smakowych. Od tej chwili zaczęłam zwracać szczególna uwagę na tych, którzy sięgają po te wyjątkowe smaki... kawowy, orzech włoski, straciatella czy biszkoptowy. Ale nie brakowało tez amatorów ryzykownych połączeń jak np. pomarańcza-kokos. Zaczęłam się zastanawiać jak to smakuje?
Jeśli nie sprawdzę, nigdy się nie dowiem, bo wszystko co postrzegamy zmysłowo jest bardzo indywidualną kwestią, nie dającą się zamknąć w żadne słowa.
Nie cierpię schematów, utartych rutynowych działań. I nigdy nie lubiłam. Jako kilkulatka, a później dojrzewające dziewczę byłam uważana za dziecko sprawiające kłopoty wychowawcze. Było mnie wszędzie pełno, a żadna zabawa nie zajmowała mnie na dłużej. Ale dorosłość i przyjmowanie na siebie wciąż nowych obowiązków i ról życiowych wiele zmieniło.
W pakiecie nazywanym dorosłość dostałam to, co dostaje większość z nas kobiet.  Potrzebę znalezienia drugiego człowieka, z którym ma być łatwiej, bezpieczniej i niewątpliwie przyjemniej. Oczywiście, w tym pakiecie było tez mnóstwo rad i ostrzeżeń, popartych mocno podkoloryzowanymi przykładami tych, którym się nie udało, oczywiście wzbogaconym komentarzem, który miał dawać do myślenia. Właściwie nie czułam się do czegokolwiek przymuszana, a jednak szłam tą utartą ścieżką, której przecież pragnęła każda kobieta.  Miłość, wspólne plany, małżeństwo... wszystko szło dobrze znanym torem, dawało poczucie normalności i jak się wydawało, szczęścia. Tylko czy na pewno każda kobieta pragnie tego samego?
Wtedy nie dopuszczałam do siebie innej myśli, ale życie w tym nienagannym obrazku z każdym rokiem okazało się być coraz bardziej męczące. Najtrudniejsze było przekonywanie samej siebie, że to jest właśnie to, czego chce, bo jak długo można ignorować sytuacje, gesty, słowa, które za każdym razem dobitniej udowadniają mi, że nie jest tak jakbym chciała. A jakbym chciała?
No i tu właśnie tkwił problem, bo zupełnie tego nie wiedziałam. Właściwie wszyscy wokół funkcjonowali w bardzo podobny sposób, i nie było punktu odniesienia tych emocji, które podpowiedziałby co jest nie tak.
Były różne myśli. Te, które tylko przemykały, ale też takie, które pozostawały na dłużej, tworząc w mojej świadomości trudne do zatarcia ślady.
Pierwszą i najsilniejszą, i jak się okazywało po rozmowach z innymi młodymi kobietami, wcale nierzadką, to szukanie w mężczyźnie ,z którym jestem, cech mojego ojca. Mój ojciec był człowiekiem niezwykle aktywnym, pełnym energii życiowej, humoru, pasji i siły, ale dający też stabilność egzystencji poprzez przekonanie, że jest w stanie wszystko zrobić i wszystkim się zająć. Miał wady, jak każdy, ale wtedy one nie miały zupełnie znaczenia. Wyidealizowany obraz tego upragnionego mężczyzny powstał w mojej głowie na bazie tych pozytywnych cech, wzmocniony jeszcze tym, czego absolutnie nie byłam w stanie zaakceptować. I jak łatwo się domyślić, stworzyłam z głowie pierwszy obraz dominującego mężczyzny.
Teraz, z perspektywy czasu i doświadczeń wiem, że i różnych kobiet wygląda to różnie. Niektóre tworzą obraz tego wymarzonego księcia na białym koniu, mającego wszelkie cechy rycerza i bohatera romantycznego. Inne, z kolei, wzdychały tęsknie do bohaterów książek, albo zasłużonych sławą i męstwem postaci historycznych, które dziś z powodzeniem zastępują superbohaterowie oraz gwiazdy kultury masowej. Różne obrazki, ale wszystkie miały wspólny mianownik. Mężczyznę o naturze, która predestynuje go do bycia ponad słabościami i miernotami tego świata. Brzmi górnolotnie, ale przecież tak właśnie funkcjonuje każdy ideał. No i jak każdy ideał jest skazany na pozostanie tylko w sferze wyobraźni. A tu trzeba żyć w realnym świecie.


 

Wolność wyboru czy wybór wolności



Były też myśli z gatunku „Przecież jestem panią własnego losu i mogę wszystko!” albo „Nic nie muszę, jeśli nie chcę” albo ta najczęstsza w zestawie „Mam prawo być szczęśliwa!”.  Problem był jednak zasadniczy... co da mi szczęście? W odpowiedzi na tak zadane pytania pojawiały się sytuacje, które dawały nagłe i najczęściej chwilowe poczucie ekscytacji. Przełożony w pracy, które stanowczym tonem ustawiał stosunki personalne w skłóconym gronie pracowników; pracownik budowlany, do którego poszłam z pretensjami o przedłużający się hałas, zdecydowanie broniący charakteru swojej pracy, ale na koniec zajścia miękkim głosem łagodzący zszargane nerwy, obiecując rychłe zakończenie prac; czy też bliski kolega, który widząc mój kiepski nastrój po kolejnej kłótni z moim mężem, poprawiał  mi go jednym zdaniem... „Już ja bym wiedział, jak postępować z taką kobietą jak Ty! Takich sytuacji było coraz więcej, i z czasem nie umiałam już udawać sama przed sobą, że są bez znaczenia. Dreszcz, szybsze bicie serca, głębszy oddech... to wszystko da się ukryć dla ludzi na zewnątrz, ale nie da się okłamywać samej siebie, ze tego nie ma.
W końcu przychodzi moment, że zaczynasz się zastanawiać „Co by było, gdyby...?” I teraz już wiem, że jeśli ta myśl pojawi się po raz pierwszy, to już nigdy się od niej nie uwolnisz.
Nie pomaga nawet prowokowanie sytuacji w życiu, w relacji z mężczyzną czegoś, co mogłoby być namiastka tych odczuć. Notoryczne stało się wywoływanie kłótni z moim mężem, aby tuż potem zainicjować seks. Wtedy wszystkie zmysły były jakby wyostrzone i doznania nieporównywalnie silniejsze. Tylko ile kłótni może wytrzymać taki związek?  Atmosfera między nami zaczęła być szybko zauważalna na zewnątrz, bo pojawiły się emocje, których już nie dało się stłumić.
To przykre, ale wtedy dochodzimy do momentu, kiedy można się już tylko oszukiwać, że nic się nie dzieje; że jesteś jak wszystkie kobiety i jak każda przykładna żona; wreszcie, że to co masz jest tym, czego pragniesz najbardziej na świecie.
Jeśli zaczynasz dostrzegać, że półka w lodówce ugina się od jogurtów o przedziwnych smakach, które jeszcze do dziś były Ci obojętne, już nigdy nie pozbędziesz się pragnienia, aby poczuć jak smakują! No i gdzieś w tym wszystkim jest wciąż przekonanie... „Przecież mogę! Mam prawo spróbować! Chcę wiedzieć! Lepiej żałować tego co się zrobiło, niż tego, że na coś się nie odważyliśmy!”
I uległam po raz pierwszy w moim życiu... sięgnęłam po jogurt, którego smaku nie znałam, ale bardzo chciałam wiedzieć czy go polubię.
Teraz, kiedy o tym myślę też uważam, że to głupie, a jeśli nie głupie, to co najmniej śmieszne.
Tylko, że ta jogurtowa sytuacja pozwoliła mi zrozumieć, że tylko ja mogę zdecydować jak będzie wyglądało moje życie. Nikt nie zrobi tego za mnie.
Zrozumiałam, ze chce jeszcze raz poczuć ekscytacje męska stanowczością; dreszcz podniecenia, gdy czuję się bezradna wobec zdecydowanej woli mężczyzny; szybszy oddech, gdy mówi o mnie jak o przedmiocie swoich pragnień. I decyzja o tym, że chce wiedzieć jak to jest, uwolniła mnie od tych myśli, które skutecznie zniewalały moje myśli i reakcje ciała.
Tyle, że ta decyzja to dopiero początek walki o własną tożsamość.

 



Przedmiot pożądania



Kompletnie nie wiedziałam jaka będę ta nowa, uległa ja.
Otworzyłam się na nowe, poczułam wiatr w żaglach i świat pełen możliwości stojący szeroko otworem. No i pojawił się Mężczyzna, przez duże M. :) Od pierwszej chwili wiedziałam, że to ten, który ma całą ofertę doznań, które do tej pory zbierałam z kawałków różnych sytuacji. Ekscytacja, dreszcz podniecenia, szybszy oddech i te cholerne motyle. Zaczęła się jedna z najbardziej intrygujących podróży mojego życia.
Poczułam jak szybko poddaje się Jego woli; jak bardzo zatracam się w Jego pomysłach; jak mocno odbieram każde słowo i gest.
A On? Powinien dostać nagrodę za cierpliwość, wyrozumiałość i opanowanie wobec tak niezdecydowanej, chimerycznej, a czasem nawet rozhisteryzowanej kobiety jak ja.
Nie wszystko, co w tym czasie mi pokazał podobało mi się, włącznie z tym, że widziałam mnóstwo rzeczy, które na tamtą chwile były dla mnie nieakceptowalne.
Tak było, gdy po raz pierwszy zajrzałam do Internetu, w poszukiwaniu informacji o BDSM. Wejście na stronę bdsm.org było dla mnie szokiem. Oglądałam fotki jakby w transie, dopuszczając myśl, że kobietą na nich mogłabym być ja. Kompletnie zniekształcone więzami w dziwnych pozycjach, maltretowane różnym wymyślnym oprzyrządowaniem i wyraz bólu na twarzy. Zamknęłam stronę, a wraz z nią jakiekolwiek plany o wejściu w ten świat. Byłam przekonana, że to nie dla mnie.
Tylko my wiemy, ile razy znikałam z Jego zasięgu, milknąc i odcinając się zupełnie od kontaktu. W momentach buntu i zaprzeczenia, to On stawał się uosobieniem całej tej  brutalności i brzydoty. Bywało tak, że stawał się nawet wrogiem. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, ile inwencji mogłam w sobie znaleźć, aby zwymyślać Go od najgorszych, pozbawionych wrażliwości zboczeńców. Działo się! Ale jak to w przyrodzie bywa, po burzy i rozładowaniu napięć, przychodzi spokój. A zaraz potem znowu pojawiała się ciekawość i tęsknota za tym co, skutecznie podnosiło ciśnienie i poziom endorfin.
Moja walka trwała 7 miesięcy. To był czas, kiedy poznałam różne mroczne zakamarki mojej duszy, nieznane mi wcześniej reakcje mojego ciała na rzeczy i sytuacje, które nigdy przedtem  nie dawały mi nawet ułamka takich emocji. Mogłabym wymieniać całe tony takich momentów, kiedy odbierałam świat innymi zmysłami niż dotychczas lub poddawałam się wrażeniom, na które wcześniej nie zwróciłabym uwagi. Jedną z takich sytuacji, która pamiętam doskonale, była wizyta w sklepie zoologicznym, który z racji posiadania zwierząt odwiedzałam systematycznie. Ale tych zakupów nie zapomnę chyba nigdy. :)
Pamiętam, gdy powiedział, abym zamknęła oczy, a On zbliżył do mojego nosa skórzaną smycz czy obrożę. Zapach skóry mocno podrażnił nozdrza, a Jego obecność tuż za moimi plecami i dłoń lekko zaciskająca się na karku, wzmogła poczucie podniecenia. Jedna z rzeczy, która przychodziła mi najtrudniej było opanowanie wstydu. I ten związany z nagością okazał się najmniejszym ze wstydów. O wiele gorszy, dużo głębiej penetrujący moją psychikę był wstyd za moje reakcje. Kompletnie nie panowałam nad reakcjami mojego ciała. Czułam się totalnie zażenowana, gdy w sytuacjach kiedy pokazywał mi jak bezradna i bezsilna jestem wobec Jego woli, pojawiało się podniecenie. Było mi wstyd, ze tak bardzo mnie to kręci, ale tak bardzo tego pragnęła. Poczuć to znów i jeszcze chociaż raz.
 Nie wiem nawet jak długo stałam zahipnotyzowana przy tym wieszaku ze smyczami i obrożami, bo z tego stanu wyrwał mnie Jego głos, jednak dochodzący z oddali. „ Będę miał nowa suczkę i potrzebuję obroży, ale te które widziałem na wieszaku są zbyt duże, twarde i sztywne. Rozumie Pani, to maleństwo będzie zupełnie nieprzyzwyczajone do obroży.” dodał z uśmiechem. Nie jestem w stanie opisać, co wtedy poczułam, a właściwie to nie mam odwagi ;) No ale nie byłabym sobą, gdybym nie pomyślała wtedy... „Jak On może mówić o mnie jak o psie!” Bunt musiał być.
Przez cały czas tych moich zmagań z samą sobą, miałam silne przekonanie, że nie mogę się temu tak po prostu poddać; że muszę spojrzeć na to racjonalnie, a więc znaleźć wszystko co może stanowić problem. Często dopadała mnie myśl, że ja się kompletnie nie nadaję na bezsilna, bezbronną, uległą w rękach Mężczyzny, który będzie mówił mi co mam robić. Ja, świadoma, inteligentna, niezależna życiowo kobieta nie mogę pozwolić, by ktoś traktował mnie... jak rzecz. Ja-uległa, suka, niewolnica?!


Wtedy uciekałam do swojego życia zawodowego, towarzyskiego, chcąc zagłuszyć pragnienia, które wyłaziły ze mnie tym odważniej, im mocniej się buntowałam.
Teraz wiem, że oczywiście taka walka była niepotrzebna, ale wtedy tego nie wiedziałam. Szczerze wierzyłam nawet, że przecież ja potrafię normalnie żyć. Bałam się tego, co zaczynało mną władać, a jeszcze bardziej bałam się co z tego wyniknie.
Możemy próbować, w takiej sytuacji, rozważać za i przeciw, racjonalnie i pragmatycznie, ale nigdy nie zobaczymy wszystkich ewentualnych konsekwencji, i nie przewidzimy wszystkich negatywnych emocji. Zawsze, ale to zawsze, to, czego pożądamy będzie najsilniejszym bodźcem w podejmowaniu decyzji.



Czas decyzji



Czy żałuje, albo kiedykolwiek żałowałam, że ja podjęłam?
Nie, ale nie ukrywam, że nie zawsze było łatwo. Głównie z tego powodu, że uległość kobiety wobec mężczyzny, a jeszcze w tym odważnie rozerotyzowanym wymiarze, budzi częściej niechęć otoczenia niż aprobatę. Uległość, zupełnie niesłusznie, jest kojarzona z uprzedmiotowieniem kobiety, poprzez sprowadzeniem jej do roli seksualnej i emocjonalnej zabawki. Formułując taka opinie, zapomina się, że ta kobieta tego właśnie pragnie. Marzy o tym, aby stać się obiektem inspirującym Mężczyznę do uwolnienia wyobraźni i stworzenia świata emocji, w których ona będzie spełnieniem Jego pragnień, a On pozwoli jej odkryć i doświadczyć reakcji, o których istnieniu nie miała pojęcia. Jeśli wszystko odbywa się za pełnym porozumieniem i w akceptacji dla granic drugiej strony, to oboje przenoszą się nie w mroczny, ale w jeden z najbardziej kolorowych światów, bogaty w  kontrastowo skrajne emocje i głębię więzi, której nigdy nie da się stworzyć w tradycyjnym związku. I wbrew obiegowym opiniom, ze ludzie wchodzący na ta drogę, nie są pozbawieni wrażliwości oraz potrzeby czułości i miłości. Żadne z tych uczuć i emocji, ani nie kłóci się, ani nie stoi w sprzeczności z potrzeba dominacji czy uległości, na co jestem najlepszym i żywym wciąż dowodem.
Nigdy nie wyrzekłabym się tych potrzeb wynikających z faktu, ze jestem po prostu kobietą. Wręcz przeciwnie, fakt, że charakter relacji, w której żyje daje mi możliwość i przyzwolenie na czerpanie z mojej kobiecości i zmysłowości, pozwala mi na świadome i niczym nieograniczone realizowanie się w byciu kobietą, ze wszystkimi jej słabościami i złożonościami.
Jednak, relacja oparta na dominacji mężczyzny, a uległości kobiety bez względu na to w jakim wymiarze się realizuje, nie gwarantuje sukcesu i wymaga od partnerów daleko idącej otwartości i szczerości.


Gdybym, teraz, z perspektywy czasu i moich doświadczeń miała bym pokusić się o kilka podsumowań, bilans wypadłby korzystnie. Ale na moje zadowolenie miało wpływ kilka istotnych czynników.

* Dostałam czas i sama go sobie dałam, na oswojenie swoich potrzeb, uświadomienie sobie pragnień. Musiałam zwalczyć w sobie poczucie winy, że czuje coś inaczej niż moje koleżanki, czy kobiety wokół mnie. Musiałam zaakceptować to, co tkwiło głęboko we mnie i wyłaziło, nie ważne jak bardzo chciałabym to ukryć.


* Zebrałam informacje, a wszystkie wątpliwości, które mnie niepokoiły postanowiłam wyjaśniać w jak najbardziej profesjonalnych i wiarygodnych źródłach, np. przed rozpoczęciem seksu analnego rozmawiałam z moim zaufanym lekarzem ginekologiem.

* Otworzyłam się na rozmowy i kontakty z ludźmi ze środowiska BDSM. Dość dobrym rozwiązaniem są fora i czaty tematyczne, chociaż wobec faktu w która stronę rozwija się Internet, należy zachować ostrożność i odpowiedni dystans. Dziś, istnieje możliwość udziału w otwartych spotkaniach, imprezach czy warsztatach klimatycznych. Zawsze będę zwolenniczką poznania czegoś z bliska, zanim podejmie się decyzje.

* Czytałam wszystko, co wpadło mi w ręce. Bardzo cenne źródło wiedzy stanowi literatura przedmiotowa. Od pozycji czysto poradnikowych, po szeroka w tej chwili dostępną literaturę piękną. Nawet najprostsza i banalna powieść poruszy nasza wyobraźnię i albo pomoże coś odkryć, albo da chwile relaksu. Oczywiście krytycyzm, co do pozycji, po które sięgamy jest wskazany :)

* Nigdy nie spieszyłam się z decyzjami. Zazwyczaj, jeśli ktoś próbował coś na mnie wymóc, nie zważając na moje wątpliwości, okazywał się niegodny zaufania. Nie można pozwolić, aby siła argumentu zamieniła się w argument siły!

* Z czasem nauczyłam się dawać szansę na wyjaśnienie punktu widzenia drugiej strony. I to była jedna z najtrudniejszych sytuacji, ponieważ czasami, a właściwie często, szczególnie na początku, bojąc się czegoś, zupełnie to odrzucałam, nie dając sobie szansy na poznanie i zrozumienie. Tym samym, przekreślałam szansę drugiej strony na zrealizowanie pragnień. Teraz, staram się wysłuchać i zrozumieć, a dopiero potem ewentualnie powiedzieć NIE!

* Trudno jest obdarzyć kogoś, często nieznajomego, zaufaniem, ale to możliwe. Kiedy? Jeśli poznamy dobrze druga osobę, nie tylko w sferze jej pragnień klimatycznych, ale tak zupełnie życiowo m.in. zainteresowania, pasje, prace zawodowa, przyjaciół i rodzinę. Jeśli ktoś długo i konsekwentnie broni się przed ujawnieniem o sobie pewnych informacji, nie powinien oczekiwać zaufania. Oczywiście w tej kwestii obowiązuje zasada wzajemności. To, co Ty wiesz o mnie, ja wiem o Tobie - to najlepszy sposób na uzyskanie poczucie pewności.

*Dziś wiem, że nie ma jednej, złotej recepty na to, by znaleźć tą najważniejszą odpowiedź. Trzeba stoczyć tą swoją osobistą walkę, która przyniesie rozwiązanie. A w tej walce trzeba być wobec samej siebie maksymalnie uczciwym. Żadne, nawet mistrzowskie unikanie zderzenia z jakąś potrzebą czy pragnieniem, nie pozostanie bez konsekwencji dla emocji i psychiki, co wprost przełoży się na przygnębienie czy stany depresyjne.

Pomimo tak negatywnych opinii otoczenia, nie można pozwolić, aby to ktoś podejmował za nas decyzje. Odkrywajcie, smakujcie i nie odmawiajcie sobie prawa do szczęścia i czerpania przyjemności z uleglej kobiecej natury:)

"Kiedy lubisz to, co robisz, to szczęście.
Kiedy robisz to, co lubisz, to wolność"

Kogo gościmy

Odwiedza nas 32 gości oraz 0 użytkowników.


Copyright © 2013. All Rights Reserved.