gorean.pl

"Prywatna biblioteka skryby Jaeger'a Vatn"

Odbicie w lustrze - opowiadanie zoyi

"I am offered five hundred and forty gold pieces for these hot-blooded barbarian beauties," called the auctioneer, "only five hundred and forty gold pieces for this exquisite set of animals, in prime condition and superbly trained to tantalize you, to torment you, to drive you wild with pleasure! Do I hear more? Come now, gentle brothers and sisters of Ar, when again will such superb creatures be yours to ensteel for only a paltry sum of golden coin!"

"Assassin of Gor" Page 305

“Oferują mi pięćset czterdzieści sztuk złota za te barbarzyńskie ciepłokrwiste piękności - zawołał prowadzący aukcję - tylko pięćset czterdzieści sztuk złota za ten znakomity zestaw zwierząt, w doskonałym stanie i świetnie wyszkolonych, aby cię drażnić, kusić cię , aby doprowadzić Cię do szaleństwa z rozkoszy! Czy usłyszę więcej? No proszę, drodzy bracia i siostry z Ar, kiedy znowu takie wspaniałe istoty będą mogły być wasze, zdobyte za kilka marnych  złotych monet.”

 

" ‘Are many Gorean slave girls of Earth origin?' she asked.

'I assume all human Goreans are of Earth origin,' I said.

'I mean,' she said, 'like me, a girl born and raised on Earth, and then brought to Gor as a slave.'

'Statistically,' I said, 'surely few. How many I would not know.'

'Ten,' she asked, 'twenty?'

'Perhaps some four or five thousand,' I said. 'I would not know.' Such a number, I conjectured, would not even be missed in a population which teemed like that of Earth."

"Beasts of Gor" page 247

 

„- Czy jest wiele Goreańskich niewolnic pochodzących z Ziemi?- zapytała.

- Zakładam, że wszyscy ludzie na Gor są pochodzenia ziemskiego - powiedziałem.

-Mam na myśli- mówiła - dziewczynę, taką jak ja, która urodziła się i wychowała na ziemi, a następnie przywieziono ją na Gor jako niewolnicę.

- Statystycznie -  powiedziałem - na pewno kilka. Ile… ja nie wiem.

- Dziesięć -  spytała - dwadzieścia?

- Być może cztery lub pięć tysięcy – powiedziałem. -Nie wiem. Braku takiej liczby, jak mogę podejrzewać, nawet można by nie zauważyć w pośród całej populacji na Ziemi.”

 

Odbicie w lustrze



Siedziałam przed dużym lustrem, które odbijało kształt całej mojej postaci, ale ja nie chciałam patrzeć na siebie. Miałam zupełnie irracjonalne przekonanie, że jeżeli spojrzę na odbicie mojej postaci, to zobaczę coś, co mnie przerazi...

 Od kiedy znalazłam się w tym dziwnym miejscu, a właściwie nie wiem nawet gdzie, bo nie rozumiałam języka ludzi, którzy mnie otaczają, starałam się mocno i świadomie obserwować wszystko, aby zapamiętać jak najwięcej szczegółów, które być może pozwolą mi w jakiś sposób uwolnić się i wrócić do domu. Ocknęłam się cała obolała w jakimś ciemnym drewnianym budynku, z solidnych drewnianych bali, w pomieszczeniu w którym jedynym źródłem światła była niewielka świeca. Kiedy próbowałam się poruszyć poczułam jak coś szorstkiego trzyma moja kostkę prawej nogi. Nie miałam siły podnieść się. Okrutnie bolała mnie głowa i długo zajęło mi powrócenie do pełnej świadomości, kiedy mogłam ocenić swoje położenie.

 Od samego początku zwracałam uwagę na detale...najpierw wnętrze tego drewnianego budynku, gdzie siedziałam przykuta łańcuchem do dużego, masywnego metalowego kółka przytwierdzonego do ściany. Potem otoczenie drogi, którą przywieziono mnie do tego znacznie większego i bardziej okazałego domu. Uważnie przyglądałam się wszystkim osobom, które znalazły się w moim otoczeniu. Właściwie to jedyne co mogłam zrobić, ponieważ nie rozumiałam ani słowa w języku, którym się porozumiewali. To, co zaskoczyło mnie szczególnie dotyczyło sposobu w jaki mnie traktowali. Spodziewałam się wszystkiego co najgorsze, z utrata życia włącznie...tymczasem oprócz faktu, że ktoś w sposób oczywisty pozbawił mnie wolności, w żaden inny sposób nie zostałam skrzywdzona.

 Kiedy wreszcie znalazłam się w tym dużym domu wokół mnie pojawiło się kilka kobiet. Były ubrane
w proste tuniki z tkaniny, fakturą i barwą przypominającej len. Próbowałam zapytać gdzie jestem i kim one są, ale nie pomagało powolne i głośne cedzenie słów w różnych znanych mi językach, a nawet gestykulowanie. Postanowiłam nie stawiać oporu dopóki nikt z tych obcych ludzi nie będzie chciał mnie skrzywdzić. Kobiety uśmiechały się do mnie, wyraźnie obgadywały mnie wskazując na różne cześć mojego ciała , jakby poddawały mnie ocenie. Wciąż powtarzały słowo „barbarian”, ale nie umiałam znaleźć jego związku ze mną. Zaprowadziły mnie do dużego pomieszczenia, które było czymś w rodzaju pokoju kąpielowego. Wnętrze było bardzo piękne i wygodne, ale urządzone bez przepychu. Na środku stała duża drewniana wanna wypełniona woda o zapachu kwiatów. Kobiety pomogły mi rozebrać się i usiąść w wannie. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że nie krępuje mnie moja nagość, ale to zapewne dlatego, że tuniki, które one miały na sobie były bardzo skąpe
i odsłaniały również intymne fragmenty ich ciał. Teraz dopiero zwróciłam uwagę, że wyglądały trochę inaczej niż ja. Były niższe, a ich ciała były bardziej umięśnione. Przyznam, że pomimo całego drastycznego położenia, w którym byłam, pozwoliła sobie na chwile odprężenia w tej kąpieli. Nie trwała ona długo, bo te same kobiety już wkrótce pojawiły się z różnymi akcesoriami i ubraniami, jak się domyślałam dla mnie. Kiedy zobaczyłam jak wkładają mi przez głowę tunikę, niemal identyczną, jak te, które same miały na sobie, zrozumiała, że mam się stać jedną z nich. Tylko dlaczego? Kto
i jakim prawem sprowadził mnie w to miejsce?... coraz więcej pytań pojawiało się w mojej głowie, a te zrodziły bunt i opór wobec tej sytuacji. Próbowałam się uwolnić z uścisku jednej z kobiet, ale ona złapał mnie jeszcze mocniej i pociągnęła w kierunku drzwi. Nie miałam najmniejszych szans na cieczkę. Po pierwsze, nie dam rady uciec tym kobietom, a zresztą gdzie miałabym uciekać. Coś podpowiadało mi, że w tym nieznanym kraju może być niebezpiecznie.

... I tak znalazłam się na macie, leżącej na drewnianej podłodze przed dużym lustrem, ale zupełnie nie chciałam patrzeć na siebie.

Wciąż starałam się przywołać w swojej pamięci jakieś fakty, które pomogłyby mi zrozumieć jak
i dlaczego się tu znalazłam. Siedziałam skulona na tej macie, kompletnie zatopiona w swoich myślach
i dopiero czyjeś mocne i zdecydowane kroki wyrwały mnie z tego stanu. Mężczyzna... pomyślałam i od razu napięłam wszystkie mięśnie. Byłam ciekawa, ale bałam się poruszyć... jakby fakt, że wstrzymałam oddech, zamknęłam oczy i zamarłam w bezruchu miał sprawić, że zniknę. Przez dłuższa chwile nie dział się nic aż wreszcie złapał mnie za ramiona i postawił na macie, na której przed chwilą siedziałam....


„He looked on her, intently. He studied her. He gave her great attention. She turned her head to one side, her wrists secured in many turns of the binding fiber, her fists clenched. I knew that on earth many men did not even know their wives. They did not truely look upon them. Never, truly, had they seen them. But a Gorean master will know every inch, and care for every inch, of one of his slave girls. He will know every hair, every sweet blemish of her. In a way she is nothing to him, for she is only a slave. But in another way she is very important to him. She is one of his women. He will know her. He will want to know her completely, every inch of her body, every inch of her mind. Nothing less will satisfy him. She is his property. He will choose to know his property thoroughly.
Hunters of Gor, page 145

 
„Spojrzał na nią uważnie. Badał ją wzrokiem. Poświęcił jej całą swoją uwagę. Odwróciła głowę na bok, jej nadgarstki zabezpieczone przez włókno, kilkakrotnie obwiązane wokół, wiążąc  jej zaciśnięte pięści. Wiedziałem, że na ziemi wielu mężczyzn nawet nie zna swoich żon. Nigdy nie patrzą na nie tak naprawdę. Nigdy, tak naprawdę, nie dostrzegają jakie są.  Ale Goreanin będzie znał każdy skrawek jej postaci, i będzie troszczył się o każdy centymetr  jednej ze swoich niewolnic. On będzie znał każdy włos, każde słodkie znamię na jej ciele. W pewien sposób, ona jest niczym dla Niego, bo jest tylko niewolnicą. Jednak, z drugiej strony, jest ona dla Niego bardzo ważna. Ona jest jedną z jego kobiet. Pozna ją. Będzie chciał ją poznać dokładnie, każdy centymetr jej ciała, każdy zakamarek jej umysłu. Tylko to w pełni Go usatysfakcjonuje. Ona jest Jego własnością. Pragnie poznać swoją własność wnikliwie.”




Nie byłam wstanie nic zrobić. Mężczyzna był wysoki i miał duże i silne dłonie. Ale jednocześnie był delikatny. Jakby oglądał przedmiot, którego jest ciekawy, ale nie chce go uszkodzić. Bałam się, ale nie umiałam się bronić. Pozwoliłam, aby znowu posadził mnie na macie. Drżąc zerknęłam w nasze odbicie w lustrze. Nie widziałam jego twarzy, był zbyt wysoki.

- Jesteś moja własnością - usłyszałam w końcu znajomy język, co zaszokowało mnie na tyle, że treść słów dotarła do mnie dopiero po chwili. A kiedy pojęłam ich sens wzięłam oddech, aby zaprotestować...

- Milcz! Nie interesuje mnie co masz do powiedzenia! - rzucił szybko i stanowczo. -Teraz będziesz jedynie słuchać i zapamiętywać wszystko, co do Ciebie powiem.

Znowu wzięłam głęboki oddech, aby odpowiedzieć i nawet uniosłam się lekko do góry, ale mocny uścisk jego dłoni na moim barku kazał pozostać tam gdzie byłam. - Na pytania przyjdzie czas. Nie powinnaś sprawiać kłopotów. Każde Twoje złe zachowanie zostanie ukarane.

Łzy napłynęły mi do oczu, a że było ich dużo natychmiast spłynęły strumieniem po policzku. Byłam przerażona i kompletnie bezsilna.

- Popatrz na siebie...jaka jesteś piękna, ale jaka krucha i jaka bezradna.- powiedział dużo bardziej ciepłym głosem

- To lustro jest dla Ciebie. Zostaniesz tu tak długo, aż zobaczysz w nim kobietę, którą chcę, żebyś dla mnie była!

Stał jeszcze przez chwile i patrzył jak łzy płyną mi po twarzy... skuliłam się jak umiałam najbardziej
i schowałam twarz otulając się ramionami... wciąż płakałam...

Kiedy się obudziłam poczułam ból w plecach. A więc to nie był sen – pomyślałam mocno zawiedziona, kiedy zorientowałam się, że znajduję się wciąż w tym samym pokoju, przed tym samym lustrem. Usiadłam bokiem do lustra, bo nadal nie umiałam spojrzeć na moje odbicie w nim. Czego tak naprawdę się bałam? Przecież nie zobaczyłabym w nim nic strasznego. Tak naprawdę, wiedziałam, że jeżeli spojrzę w to lustro, to w pewnym sensie poddam się i przegram walkę z tymi, którzy chcą mnie zniewolić. Postanowiłam, że nie zrobię tego i nie dam się złamać!

Kompletnie nie zdawałam sobie sprawy jaki jest dzień i godzina. Czas stał się pojęciem zupełnie bez znaczenia. Siedząc w całkowitej ciszy od czasu do czasu słyszałam odgłosy dobiegające z wnętrza domu. Gwar, śmiechy, czasem głośny i stanowczy męski głos, który wypełniał cała przestrzeń i nawet we mnie wywoływał dreszcz.  Nie, nie czekałam na Niego, ale wiedziałam, że pojawi się znowu i… no właśnie - i co będzie wtedy.

Gdy za zamkniętymi drzwiami nie słyszałam żadnych odgłosów wstawałam  i przechadzałam się po pokoju. Moja przestrzeń życiowa, nagle, została drastycznie ograniczona do tego pokoju
i pomieszczenia po drugiej stronie korytarza, dokładnie naprzeciw wejścia, w którym mogłam dokonać niezbędnej toalety. Co prawda, czasami ktoś wchodził do pokoju i albo po prostu przyglądał mi się
z ciekawością, albo czasem zwracał się do mnie w języku, którego nie rozumiałam. Najbardziej wdzięczna byłam temu, kto przyniósł dla mnie kawałek miękkiej skóry, której puszyste ciepło okazało się bardzo kojące po godzinach spędzonych na twardej podłodze.  Kilka razy dziennie dostawałam też prosty posiłek i cos do picia, czego początkowo odmawiałam, ale nikt chyba tego nie zauważał i nie zmuszał mnie do jedzenia. Przychodziły różne osoby, ale Jego nie było. Czyżby zapominał o mnie? Dziwiłam się.

Wciąż siedziałam odwrócona tyłem lub bokiem do lustra… i wciąż czekałam.

Odgłos otwieranych drzwi ponownie wyrwał mnie z rozmyślań. Spojrzałam w kierunku drzwi… Przyszedł! Był wieczór, a świeca stojąca na drewnianej tacy nieopodal lustra nie dawał wystarczająco światła, aby zobaczyć całą Jego postać.

- Hm… jestem zawiedziony, bo nie robisz postępów.- Powiedział stanowczo, ale nie wyczułam w Jego głosie złości. Przez chwilę obserwował mnie, a ja milczałam tkwiąc w jednej pozycji bezruchu.

- Chcesz mnie o coś zapytać? Właśnie teraz jest na to czas.- Na te słowa aż poderwałam się do góry
i zapytałam od razu:

- Gdzie ja właściwie jestem?

- Jesteś na planecie Gor - odpowiedział bez zastanowienia

- Planecie?? Na innej planecie niż Ziemia??- dopytywałam się zaszokowana informacją. Spodziewałam się wszystkiego…inny kraj, jakieś dzikie, nieprzystępne tereny, ale kosmos?! Jak to możliwe? On czekał cierpliwie aż ochłonę po tej odpowiedzi. - Czy Ci wszyscy ludzie to…obcy? - to pytanie z trudem przeszło mi przez gardło.

- Nie. -  Odparł z uśmiechem. - Mieszkańcy Gor…Goreanie, pochodzą z Ziemi. Kiedyś planeta Gor została zasiedlona Ziemianami, którzy przystosowali się do panujących tu warunków i zorganizowali społeczność. Na przestrzeni setek lat stworzyli własną, odrębną tożsamość.

- Co różni ich od nas…to znaczy od mieszkańców Ziemi? - poprawiłam się szybko. Wciąż nie wiedziałam kim jest ten mężczyzna i forma neutralnie bezosobowa wydawała mi się najwłaściwsza.

- Podstawą funkcjonowania społeczeństwa na Gor jest naturalny porządek rzeczy…

- Co to znaczy? - weszłam Mu w słowo. - Jaki to porządek?



 
"The biological sovereignty of the male is well understood in a natural world. Gorean men have not permitted themselves to be tricked out of their ancient birthright, inscribed in the charters of ancestry, documented in the very annals of the human genome. Gorean men have opted for pleasure and power over grief and misery." --Players of Gor, page 427
 
"Odrębność i niezależność biologiczna mężczyzn jest dobrze znany w świecie przyrody. Goreanścy mężczyźni nie dopuszczają nawet myśli,  aby zostać pozbawionym tego wywodzącego się ze starożytności, przyrodzonego, wpisanego w Prawo, a udokumentowanego  w dziejach rodowodem,  ludzkiego genomu. Goreanscy mężczyźni przedkładają przyjemność i władzę nad żal i cierpienia."
 
"In denying it we deny our nature. In betraying it we betray no one but ourselves. The master will never be happy until he is a master. The slave will never be happy until she is a slave. It is what we are."
Explorers of Gor, page 166
 
"Zaprzeczając temu (naturalnemu porządkowi świata), zaprzeczamy naszej naturze. Zdradzając go,  zdradzamy nikogo innego,  tylko siebie. Mistrz nigdy nie będzie szczęśliwy, jeśli nie będzie mistrzem. Niewolnik nigdy nie będzie szczęśliwy, dopóki nie będzie niewolnikiem. Oto, kim jesteśmy.”



- To znaczy, że każdy człowiek zna swoje miejsce w hierarchii społeczności, a każda rzecz ma swoje przeznaczenie. Wtedy wszystko współgra, tocząc się swoim naturalnym torem zapewnia równowagę
i harmonię.

- A co jeśli ktoś nie chce współgrać z całością? - dopytywałam, chociaż mogłam spodziewać się odpowiedzi.

- Spotykają go surowe i nieuchronne konsekwencje. Prawo Gor jest surowe dla tych, którzy je łamią. Poszanowanie zasad i tradycji, poczucie wspólnoty, ale też wrażliwość na otaczający nas świat - to największe wartości Gorean. - Mówił z prawdziwą dumą w głosie.

- Na Ziemi… taką krainę zwykło nazywać się Utopią - rzuciła nieco złośliwie.

- Nie ma ideałów! - powiedział stanowczo. - Ani w moim, ani w twoim świecie! Można jednak…
i należy!...-  podkreślił z całą mocą -…dążyć do ułożenia świata, jego ładu i wartości, w sposób zapewniający jak najlepszą egzystencje jego mieszkańców. Dla wszystkich, którzy nie przestrzegają przyjętych norm, prawo przewidziało sankcje. Zaś, Ci, którzy współtworzą społeczność przestrzegając jej praw,  dostają w zamian spokój i poczucie bezpieczeństwa, a przez to możliwość rozwoju
i samodoskonalenia. - Powiedział to wszystko niemal na  jednym wdechu.

- A jednak…. Czegoś brakuje w tej idyllicznej wizji świata! - powiedziałam lekko uśmiechając się
z satysfakcja, że odnalazłam słaby punkt tej opowieści. Spojrzał na mnie pytająco i nie musiał długo czekać na odpowiedź. -… tak wnoszę, skoro musicie wciąż sięgać po nowe zasoby Ziemian i  sprowadzać tu ludzi…tak jak mnie?

Zadanie tego pytania znów sprawiło mi satysfakcję.

- Mylisz się. -  Usłyszałam spokojna odpowiedź. - Akurat ty jesteś tu tylko i wyłącznie w jednym  celu… dla mojej przyjemności! To twoje przeznaczenie w moim świecie!

- Przeznaczenie mają rzeczy, a ja…-  urwała, bo podszedł tak blisko, że poczułam Jego ciepły oddech na karku.

- Jesteś rzeczą! Czy jak wolisz…instrumentem w moich rękach, o który zamierzam dbać, aby jak najpiękniej dla mnie grał.

Był tak blisko mnie, że poczułam dreszcz od delikatnego muśnięcia tkaniny jego ubrania. Stałam odrętwiała i nie potrafiłam wydobyć z siebie ani słowa, a On kontynuował…

- A ty?... im piękniej będziesz grać, tym więcej radości sprawisz i mnie, i wszystkim w moim otoczeniu. Nie sądzisz, że to piękne i szlachetne …przeznaczenie?

Odszedł na kilka kroków, a ja wtedy zerwałam się na równe nogi, szybko łapiąc oddech i wyrzuciłam z siebie niemal krzykiem:

- Jestem tu przetrzymywana wbrew swojej woli!

- Tak, jesteś. Ale nic już tego nie zmieni. Jesteś teraz w moim domu. A tu liczy się tylko moja wola!

- Czy to znaczy że jestem… niewolnicą? - spytałam cicho i niepewnie.

- To właśnie to znaczy! - odpowiedział.

Znowu łzy napłynęły mi do oczu i wylewały się ciurkiem tworząc coraz bardziej obfity strumień. Łapałam powietrze, próbując wyrównać oddech i zapanować nad łzami. Podszedł do mnie i stanął dokładnie przede mną. Po raz pierwszy mogłam zobaczyć Jego twarz, ale nie potrafiłam podnieść głowy.

- A teraz posłuchaj… ten czas, który teraz masz jest dla ciebie, abyś oswoiła się z tą sytuacja
i zrozumiała czego od ciebie oczekuję ja, jako twój Pan. Widzę, że nie starałaś się nawet zrobić tego
o co ciebie …hmm prosiłem… kilka dni temu. - powiedział stanowczo ale wciąż z tym samym spokojem i cierpliwością.

 - Ale może to i dobrze…-  kontynuował. - Zanim spojrzysz w to lustro, pomyśl o tych wszystkich sytuacjach kiedy tam, na Ziemi, przeklinałaś tysiące obowiązków, które spadają na ciebie każdego dnia, kiedy narzekałaś na codzienność – szarą i rutynową, która odbierała ci radość życia..-  zamknęłam oczy i słuchałam Jego śpiewnego, brzmiącego jak mantra głosu…- Przypomnij sobie wszystkie duże i małe rzeczy, które odbierały ci poczucie kobiecości i zmuszały do wykrzesania
z siebie siły i zręczności, która nie jest przynależna kobietom… Jak się wtedy czułaś? O czym marzyłaś? Pamiętasz… wiem, że pamiętasz! - wyszeptał ostatnie słowa.

Chwycił mnie za ramiona i delikatnie odwrócił tak, że teraz stałam bokiem do lustra i mówił dalej…

- Zanim otworzysz oczy i spojrzysz na swoje odbicie… pomyśl ile razy marzyłaś, aby być krucha istotą zamkniętą w silnych dłoniach mężczyzny, odsuwającego do ciebie wszystko to, co było ponad twoje siły… by być tylko sobą – zmysłową, emocjonalną istotą…kobietą!

Gdy odsunął się ode mnie, zachwiałam się jakby nagle zabrakło mi oparcia. Po chwili odzyskałam równowagę i znowu zapadłam się we własne myśli.

Tak! Pomyślałam. Zawsze pragnęłam i uwielbiałam być….po prostu kobietą.

Powoli otworzyłam oczy i …spojrzałam w lustro.

Uśmiechnęłam się :)


"How beautiful I must look to him, I thought. And I had sensed his incredible maleness, the animal maleness of him, so different from the thwarted, crippled sexuality so commended and tragically endemic among the males of Earth. For the first time in my life I felt I understood what might be the meaning of the expression "male," and as I lay before him, too, dimly, it frightened me, what might be the meaning of the expression "female." How beautiful, I thought, I must look to him, lying bound, totally vulnerable, helpless at his feet. How such a sight must stir the splendor of his manhood, to see the female, his, caught, helpless at his feet, his to do with in lust and pleasure, and joy, as he pleased, helpless to escape him, free for him to work his will upon her!"
Page 27 - Slave Girl of Gor
 
"Jak piękne muszę wyglądać w Jego oczach - pomyślałam. I wyczułam Jego niesamowitą męskość, niemal zwierzęcą męskość, całkiem odmienną  od  modelu seksualności  tak pochwalanego i niestety powszechnego wśród mężczyzn na Ziemi, a obarczonego pewną ułomnością i niemożnością realizacji. Po raz pierwszy w moim życiu poczułam, że rozumiem, co może oznaczać wyrażenie "męski", a kiedy leżałam przed nim tak słaba,  przeraziło mnie, co może być oznaczać pojęcie "kobiecy".  Jak pięknie – pomyślałam-  muszę wyglądać w Jego oczach, leżąc związana, całkowicie bezbronna, bezradna u Jego stóp. Jak taki widok musi zakręcić poczuciem  Jego męskich instynktów,  patrząc na kobietę, która jest Jego, schwytana, bezradna u Jego stóp, będą Jego, aby zadowolić Go , w Jego pożądaniu, przyjemności i radości, bezradna, aby  uciec, pozwalająca spełnić Jego wolę wobec niej!"
 
"Though I am slave," she said, "yet for the first time in my life, I am free."
Page 303 - Nomads of Gor
“Chociaż jestem niewolnicą -  powiedziała - po raz pierwszy w życiu czuję się wolna.”
 
 
 
 

Kogo gościmy

Odwiedza nas 54 gości oraz 0 użytkowników.


Copyright © 2013. All Rights Reserved.